Strict Standards: mktime(): You should be using the time() function instead in /home/users/rafting/public_html/4risk/_class_/Wiadomosci__Kategorie.class.php5 on line 447

Strict Standards: mktime(): You should be using the time() function instead in /home/users/rafting/public_html/4risk/_class_/Wiadomosci__Kategorie.class.php5 on line 110

Strict Standards: mktime(): You should be using the time() function instead in /home/users/rafting/public_html/4risk/_class_/Wiadomosci__Kategorie.class.php5 on line 913

Strict Standards: mktime(): You should be using the time() function instead in /home/users/rafting/public_html/4risk/_class_/Wiadomosci__Kategorie.class.php5 on line 956

Strict Standards: mktime(): You should be using the time() function instead in /home/users/rafting/public_html/4risk/_class_/Strony__Sondy.class.php5 on line 220
Ekstremalna przygoda
4Risk

Odwiedzona przez Ciebie strona internetowa korzysta z tzw. cookie. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zamknij komunikat.

Strona główna » Aktualności » Ekstremalna przygoda

Ekstremalna przygoda

05-09-2011

Silna grupa spragniona dużej dawki adrenaliny wyruszyła z Krakowa do Słowenii na ekstremalną przygodę. W tym roku po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni zorganizowaliśmy w Gaudeamusie ekstremalny weekend. Czyli niezwykłą przygodę dla wszystkich, których roznosi w domu energia i marzą o czymś więcej niż zwykły wyjazd. Trzy dziewczyny, dwóch facetów, nasz kierowca – Bodzio, oraz piszący te słowa pilot Gaudeamusowy czyli Kazik. Ruszamy ku niezwykłej przygodzie. 800 kilometrów szybko przebiegło. Pod wieczór dojeżdżamy do naszego apartamentu w Centrum Sportów Ekstremalnych. Wieczorna integracja, wspólna kolacja i kładziemy się spać aby nabrać sił przed tym co nas czeka rano.

A rano zaczyna się nasza przygoda. Pierwszy – na rozgrzewkę – rafting. Woda jest lodowata, ale w grubych piankach zimno nie straszne. Po krótkim przeszkoleniu szybko wskakujemy na ponton i płyniemy. Rzeka jest niezwykle malownicza, jej pierwszy odcinek jest dosyć prosty więc jest czas aby oswoić się z manewrowaniem, zgrać i podziwiać krajobrazy. Druga część to już bardziej ekstremalna przygoda, trzeba się namęczyć aby ponton nie wpadł na skały i płynął tak jak chcemy. Spoceni na koniec wskakujemy do wody aby się ochłodzić.

Powrót do bazy, krótki odpoczynek na obiad i dalsza część naszej przygody, Teraz jedziemy na Canyoning. Zaczynamy od 40 minutowej wspinaczki pod górę wzdłuż niewielkiego górskiego strumienia. A nie jest to takie proste kiedy jest się ubranym w grubą piankę. Trudy wynagradza droga powrotna. Tym razem samym korytem naszego strumienia. Skaczemy i zsuwamy się w dół wodospadami. Głową w dół, lub nogami. Na plecach bądź na brzuchu. Adrenalina skacze coraz wyżej. Aż docieramy do punktu kulminacyjnego. 11 metrowy wodospad. Nasz przewodnik mówi iż teraz spuści nas na dół na linie.

Obwiązuje pierwszą osobę liną pod klatką piersiową, wystawia ponad krawędź wodospadu, powoli przesuwa w dół pół metra... i luzuje linę! Krzyk.. plusk... I szczęśliwy uniesiony palec w geście OK. Reszta na górze przerażona tym co zobaczyła karnie ustawia się w kolejce do skoku. Tak to było niesamowite. Tu się czuje, że człowiek naprawdę żyje i korzysta z życia ile tylko można!

A wieczorem zasłużony grill, nad którym czuwał nasz wspaniały kierowca. Oraz obowiązkowa integracja przy ulubionych napojach. A przede wszystkim rozmowy o tym co nas spotkało i co jeszcze czeka w kolejne dni.

Bowiem kolejne dni obfitują w kolejne atrakcje. Rano ruszamy na hydrospeed. Leżąc na pewnego rodzaju wyprofilowanej desce spływamy górską rzeką. A początkowo manewrowanie nie jest takie łatwe, więc co chwila ktoś wpada na przeszkodę lub obraza się na plecy. Sporą pomocą są tu płetwy, dzięki którym można przyśpieszyć oraz zyskać na manewrowości. Gdy rzeka przyśpiesza zaczyna się dopiero frajda.

Ale tutaj już przesiadamy się na kajaki górskie. Te sprawiły wszystkim najwięcej problemów. Są bowiem niezwykle chybotliwe i wywrotne. Wiec dosłownie co zakręt kolejna osoba ląduje głową w dół. Pod wodą. Dla niektórych jest to zdecydowanie za dużo, ale każdy pragnie walczyć ze sobą i swoimi słabościami. Dzielnie docieramy do końca i naszej bazy.

Teraz na ustach wszystkich tylko jeden temat – jutrzejszy skok na bungee z mostu.

Następnego dnia rano po niewielkim (przezornie) śniadaniu jedziemy do oddalonego od naszej bazy o około 80 kilometrów mostu. Cisza i skupienie. Wpisujemy się na listę. Założenie liny. Krok do przodu. Bungeeeeeeeeeee !!!!

Ten weekend wszyscy będą dłuuuuuuugo wspominać. Takich przygód nie da się zapomnieć do końca życia. Zmęczeni, ale zadowoleni, w świetnych humorach, bogatsi o nowe doświadczenia wracamy do Polski.

Program i szczegóły wyjazdu:
http://www.geronimo.pl/wyprawy/weekend-ze-sportami-ekstremalnymi




Copyright © 2000-2016 Kazimierz Pawłowski | kontakt | współpraca | partnerzy | reklama
design ivento - dedykowane systemy cms identyfikacja wizualna