4Risk

Odwiedzona przez Ciebie strona internetowa korzysta z tzw. cookie. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zamknij komunikat.

Strona główna » Wyprawy » Moto lato

Moto lato

MOTO LATO POLSKA 2010; Skład ekipy: Natka - Honda CB500, Maiki z Czarną - Honda Hornet, Grzesiek - Yamacha R6

14 sierpnia skierowaliśmy się z Wrocławia do Dalaszewa (pod Szczecinem, to tam czekał nas pierwszy nocleg i kilka godzin upragnionego odpoczynku od siodła). Ale zanim tam zajechaliśmy, wpierw zawitaliśmy do "Krzywego Lasu", który w tamtym regionie jest ciekawostką przyrodniczą.. Wmurowało nas! Efekt jest niesamowity, jeśli kiedykolwiek będziecie tamtędy przejeżdżać, to znajdźcie choćby 15 min, naprawdę warto to zobaczyć na własne oczy.

Na drugi dzień z Krzyśkiem, kuzynem Maikiego, całą paczką załadowaliśmy się do samochodu i pojechaliśmy na ekspresowe zwiedzanie Szczecina, a ponieważ Krzysiek jest przewodnikiem, to mieliśmy ułatwione zadanie. Szczerze nie pamiętam, jak się te wszystkie budynki, ulice, rzeczy, pomniki się nazywały, ale zrobiły na nas niesamowite wrażenie! Ze wszystkich miejsc najbardziej zapamiętałam „Jezioro Szmaragdowe”, które naprawdę ma kolor szmaragdu i jego smutną historię o śmierci. Co do ogółu jest to duże miasto, od rond kręciło mi się trochę w głowie (prawie jak w Poznaniu), ale zostawiłam w nim swój uśmiech, gorzej z żołądkiem, bo z „Pasztecikami Szczecińskimi” niestety się minęliśmy - 15 sierpień to święto narodowe. Fuksiarze z nas.

Tego samego dnia późnym popołudniem pojechaliśmy na stacje benzynową przy A6, gdzie czekał na nas Robert z Majkim i Ślimakiem z grupy motocyklowej Moto-Kołobrzeg, by bezpiecznie odeskortować nas do swojego miasta te 144 km.

Przyjemnie jechało się taką grupką, aczkolwiek trafniejszym określeniem byłoby, że płynęliśmy. Asfalt był gładki, zakręt wił się za zakrętem, słońce chyliło się ku zachodowi, przyjemny wiaterek ochładzał spalone twarze, a podrywające się z pól mewy informowały nas, że jesteśmy coraz bliżej morza. Na granicy Kołobrzegu zgasła R6, zatrzymaliśmy się by wymienić akumulator, który zabrał ze sobą Ślimak po wcześniejszym telefonie, i wjechaliśmy do miasta. Na miejscu okazało się, że mamy mały problem, bo przepadł nam wcześniej ustalony nocleg, robiło się późno i trzeba było szukać czegoś na szybko. Pomocną dłoń podał nam Ricardo, który zgodził się abyśmy rozgościli się na jego posesji i pozwolił nam zostać dopóki nie naprawimy R6, bo okazało się, że to nie w akumulatorze tkwił diabeł. Dzięki grupie Moto-Kołobrzeg czekanie na sprawny motocykl, zleciało nam na przyjemnych rozmowach i poznawaniu tego pięknego miasta.

20 sierpnia z Koszalina odebraliśmy sprawną R6 (co kosztowało 650 zł!) i tego samego dnia, choć trafniej będzie powiedzieć nocy, ruszyliśmy do miejscowości Dębki.

W trzy godziny pokonaliśmy 203 km i padliśmy o 02:00 jak muchy ledwo rozkładając namioty. Byliśmy zmęczeni i zmarznięci, a o 10:00 mieliśmy jechać zwiedzać Hel, który był od nas oddalony 63 km. Wracając na chwilę do jazdy w nocy, to nigdy nie zapomnę odcinku drogi szybkiego ruchu, wzdłuż którego były wyłożone odblaski, które wskazywały nam drogę. Porwała mnie wtedy magia, jechałam nie myśląc o niczym, z cebulicą stałyśmy się jednością, a nasze serca biły tym samym rytmem…

Cała jezdnia mieniła się na przemian białymi, czerwonymi i pomarańczowymi kolorami, kilka razy zatraciłam poczucie rzeczywistości, to było takie piękne, miałam wrażenie, że lecę, że… Ciężko opisać to słowami, to było coś niesamowitego, jadąc autem nigdy nie odczułam tego specyficznego klimatu.

Dębki – sympatyczny punkt na mapie, który polecam dla rodzin z dziećmi i osób, które szukają spokoju. W przeciwieństwie do dużych miast takich jak np. Kołobrzeg, w Dębkach naprawdę odpoczniemy od gwaru, hałasu i przede wszystkim spalin i ruchu ulicznego.

Nie wiem jak to zrobiliśmy, ale rano obudziliśmy się pełni energii i po zjedzeniu śniadania pojechaliśmy zwiedzać Hel. Na tym odcinku trasy pojawiły się pewne nieporozumienia z Maikim i Czarną, czego skutkiem było, że następnego dnia z wyruszyliśmy na Warmię tylko ja i Grzesiek. Maiki, Czarna i Hornet zostali kilka dni w Dębkach, potem zwiedzili Szymbark i wrócili do Wrocławia.

Hel – to właśnie tu natrafiliśmy na największe zbiorowisko motocyklistów w stosunku do całej trasy. Gdzie się nie obejrzało to widziało się dwa koła! Genialny efekt jazdy wzdłuż morza warto poczuć na własnej skórze, ale ludzi jak mrówek, wylewają się na ulicę niewiadomo kiedy i skąd, tu ostrożność i ograniczone zaufanie powinno się włączyć na najwyższe obroty, Warmia – była wyzwaniem i najcięższym odcinkiem z całej trasy.

22 sierpnia koło godz. 10:00 wyruszyliśmy z Dębek na Trójmiasto (65 km), z czego zatrzymaliśmy się jedynie w Sopocie , żeby zobaczyć molo, wysłać pocztówkę i kupić czarną chustę, z którą się już nie rozstaję.

Stamtąd od razu pognaliśmy do Krynicy Morskiej (82 km) a potem jeszcze dalej cypelkiem, aż o całe 15 km do miejscowości Piaski, za którą umiejscowiona była granica z Rosją.

Pogoda tego dnia była wymarzona… Dla plażowiczów. Grzejące cały czas słońce, zero chmur na niebie i słaby, prawie nie wyczuwalny wiaterek dawał nam trochę w kość, mimo przewiewnych tekstyliów pociliśmy się jak psiaki, ale nie trwało to długo...

Po zjedzeniu obiadu wyruszyliśmy na Górowo Iławieckie (150 km) przejeżdżając obwodnicą Elbląga, gdzie chmury przybrały złowrogi kolor. Nie wyglądało to za ciekawie, temperatura powoli zaczęła spadać, a i niewiadomo skąd zaczął kapać deszcz, wpięliśmy membrany w kurtki i ruszyliśmy dalej z nadzieją, że może zaraz się wypogodzi. Niestety tak się nie stało. Ostatnie 43 km jechaliśmy w burzy z piorunami i w niesamowitej ulewie, która nie pozostawiła na nas suchej nitki. Jechałam z myślą, że właśnie w taki sposób Matka Natura przygotowała sobie dla nas „Chrzest Bojowy”.

Jechaliśmy cały czas drogą, która była otoczona alejką drzew, powierzchnia drogi była w kiepskiej kondycji ,utrzymywaliśmy prędkość 40-50 km/h, w polocie mając na budziku 60 km/h i modląc się, aby nic nam nie spadło na łeb.

A zagrożenie było jak najbardziej realne, bo co kilka km leżały ułamane gałęzie. Żeby jechało się bezpieczniej dawałam znać Grześkowi, który jechał za mną, kierunkowskazami gdzie leży przeszkoda, dzięki czemu omijanie ich było dla niego łatwiejsze.

Pewnie pierwsze pytanie jakie Wam się nasuwa, to czy była możliwość przeczekania tego? Na co szczerze odpowiem, że nie, ponieważ nie było żadnej większej stacji benzynowej czy wiaty na przystanku, gdzie moglibyśmy się schronić, jedyny wybór jaki mieliśmy to wciąż jechać przed siebie, a to co czekało na nas na końcu tej ciężkiej przejażdżki to ‘czułe ramiona’ Ekologicznego Gospodarstwa Rolnego „Bobrowni”, które zatroszczyło się nami lepiej, niż zrobiłby to niejeden pięciogwiazdkowy hotel. Właściciel gospodarstwa - Patryk, okazał się dla mnie najbardziej kolorową postacią z całej tej podróży, mogliśmy się śmiać i rozmawiać o wszystkim co tylko przyszło nam do głowy! Bariery? Tematy tabu? To nas nie dotyczyło! Nigdy nie zapomnę jego słów, że „nasze spotkanie było nieuniknione”, bo w końcu mamy ‘spokrewnione’ nazwiska, i rzeczywiście coś w tym było.

1 2

Moto lato

Gdzie uprawiać:

  • ! Geronimo - wyprawy w nieznane - Organizujemy imprezy ekstremalne, wyjazdy firmowe, wyprawy w najdalsze zakątki świata i najbardziej zakręcone pomysły.
  • Adrenalina Park - Największy park rozrywki na Dolnym Śląsku.
  • Centrum Rekreacji Alfa - Centrum Rekreacji Alfa to przede wszystkim ludzie. Ludzie, których pasją jest turystyka w trochę innym sensie niż się utarło. Wszystkie siły oraz całą naszą kreatywność wkładamy w to, by nasze wycieczki kojarzyły się zawsze z najlepszą roz
  • Nadlesnictwo Radom Leśny Ośrodek Edukacyjny im. red. A.Zalewskiego - Istniejemy na rynku od 1978 roku.Od początku naszej działalności naszą misją jest oferowanie usług hotelowych, gastronomicznych oraz konferencyjnych na wysokim poziomie. Nasze trzydziestoletnie doświadczenie w kompleksowej obsłudze firm, obs
  • Centrum Wspinaczkowe FORTECA - FORTECA to wyjątkowo energetyczne i gwarantujące niezapomniane wrażenia miejsce dla KAŻDEGO! CWF to około 2000 m2 powierzchni wspinaczkowej, 2 boulderownie i 17 m wieża z kutymi rysami.


Copyright © 2000-2016 Kazimierz Pawłowski | kontakt | współpraca | partnerzy | reklama
design ivento - dedykowane systemy cms identyfikacja wizualna