4Risk

Odwiedzona przez Ciebie strona internetowa korzysta z tzw. cookie. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zamknij komunikat.

Strona główna » Wyprawy » Balkan Express

Balkan Express

Autor: Tomasz Pietrzak
http://www.activeholiday.pl

Pomysł samej wyprawy zrodził się dosłownie kilka dni przed wyjazdem. Z Markiem trafiliśmy na siebie poprzez grupę pl.rec.turystyka.tramping. Ja szukałem propozycji ciekawego wyjazdu, On chętnych na wspólny, ciekawy wyjazd:) Po jednym spotkaniu i z grubsza dogadaniu niektórych kwestii zostało nam kilka dni na ewentualne przygotowanie i 15 sierpnia 2005 wyruszyliśmy na południe. Nasza trasa miała prowadzić z Zadaru na południe do Ploce, stamtąd do Bośni i Harcegowiny, najpierw do Mostaru potem Sarajewa, następnie Dubrovnik i na koniec Czarnogóra a dokładnie zatoka Kotorska. Plan ogólnie udało się zrealizować ale może od początku...

15.08.2005 (I dzień)
Wyruszamy z Katowic o godzinie 15.00. Nasz autokar jest praktycznie pełny, natomiast większość ludzi jedzie na stacjonarny urlop na Pagu w Chorwacji. W nocy przejeżdżamy przez Czechy, Słowację, Węgry i Słowenię i o godzinie 7.00 dojeżdżamy do Zadaru skąd my zaczynamy naszą podróż "właściwą":).

16.08.2005 (II dzień)
Nasz autokar wysadza nas w Zadarze, obok głównego dworca autobusowego. Stamtąd udajemy się na śniadanko, składające się z prowiantu zabranego z Polski, do pobliskiego parku .Tutaj jeszcze chwila relaksu, spojrzenie na mapę i powoli udajemy się w stronę wylotówki na Split (wcześniej jeszcze zaczepia nas dwójka Jehowych, zresztą bardzo sympatycznych, którzy po krótkiej wymianie zdań pytają nas skąd jesteśmy, na hasło, że z Polski wyciągają książeczkę, w której mają pozdrowienia i standardową regułkę we wszystkich językach świata:), czyli nadmorskiej drogi przez całą Chorwację zwanej Magistralą Adriatycką. No i tu nas czeka pierwsze, niezbyt miłe zaskoczenie i po raz pierwszy czekanie i konieczność chodzenia kilometrów z plecakami (zresztą jak później miało się okazać właśnie pod znakiem czekania i "spacerowania" minie nam wyjazd:) ). Mianowicie przez 5,5 godziny łapania stopa udaje nam się przejechać jakieś 30km dwoma samochodami, z czego tak naprawdę to przejechaliśmy jakieś 15-20km resztę przeszliśmy, a to szukając potencjalnie lepszego miejsca do łapania, a to szukając sklepu żeby kupić coś do picia itd. I tu mogę zdecydowanie powiedzieć, że jazda stopem w Chorwacji nie należy do łatwych sposobów poruszania się po kraju, zwłaszcza na wybrzeżu. Chorwaci (jak zresztą jeden potem nam powiedział) po prostu nie mają w zwyczaju zabierania autostopowiczów, chyba że jesteście dwoma atrakcyjnymi autostopowiczkami, wtedy z kolei nie zdążycie dobrze wyciągnąć ręki jak już trzy samochody się zatrzymają. Dzieje się tak chyba z dwóch podstawowych powodów: pierwszym jest ich mentalność i generalnie sposób bycia, tzn. Chorwaci mijając Was będą się śmiali, machali Wam, trąbili na Was i robili wszystko, żeby zwrócić na siebie uwagę ale nigdy nie pomyślą o tym żeby komuś pomóc. Tu zdaje mi się również, że sporo przesadzone są opinie mówiące o niezwykłej gościnności Chorwatów czy Serbów, przynajmniej my nie mieliśmy okazji tego poczuć. Drugim powodem takiego stanu rzeczy jest ruch na Magistrali Adriatyckiej i sposób jazdy południowców. Zdecydowana część tamtejszego ruchu to ruch "parokilometrowy" tzn. kierowcy zazwyczaj jeżdżą na przestrzeni paru kilometrów, od jednej wioski do drugiej i pewnie myślą, że przewożąc autostopowicza kilometr czy dwa nic mu nie pomoże i to jest właśnie błąd, bo gdyby każdy nas tak po kilometrze przewiózł to może przez te pięć godzin byśmy przejechali np. 100km a nie 30... Problemem jest tu także sposób ich jazdy a mianowicie miejscowi często jeżdżą szybko i dość niecierpliwie, gdy tylko mogą wyprzedzając innych uczestników ruchu i dlatego też potem nie chcą się zatrzymywać, bo przecież daliby znowu się wyprzedzić... Taki naród, taki sposób myślenia:) Warto tu jeszcze dodać, że będąc w miejscowości Sukosan zasięgnęliśmy porady w miejscowej informacji turystycznej, gdzie miła pani poradziła nam przeniesienie się na autostradę, prowadzącą do samego Splitu i znajdującą się "zaledwie" jakieś 20km w głąb lądu. Nawet postanowiliśmy spróbować ale szybko uznaliśmy pomysł za żałosny:) (około 30 minut stania, przez które minęły nas jakieś.... 3 samochody, z których kierowcy nawet nie patrzyli na nas z litością tylko... jak na idiotów). Podkreślam, że sytuacja w przypadku dwóch dziewczyn jest zdecydowanie inna, co do par mieszanych ciężko jest mi się wypowiedzieć.

Jednak po tym czasie okazało się, że i nam przypadnie w udziale trochę szczęścia. Dotarliśmy chwilę wcześniej do miejscowości Biograd, położonej około 30km na południe od Zadaru. Bardzo to ładna i podobno popularna mieścina turystyczna, co nie znaczy że wcześniejsze są mniej atrakcyjne, jednak to właśnie Biograd jest chyba najbardziej popularną wypoczynkowo miejscowością na przestrzeni od Zadaru gdzieś tak do Sibenika. Tam właśnie już bliscy rezygnacji łapaliśmy stopa, postanawiając wcześniej że jak do 16tej nikt się nie zatrzyma trzeba będzie dalej jechać autobusem. Na szczęście nie trzeba było. Po chwili zatrzymał się samochód na czeskich numerach z Martinem w środku. Martin był w wieku około 30 lat, absolwentem geografii i historii na jakimś uniwersytecie w Czechach. Poza tym miał żonę Polkę, więc doskonale znał nasz język, a w mieście, w którym mieszkał prowadził biuro turystyczne, wydaje mi się, że w dużej części właśnie wysyłające swoich klientów do Chorwacji, bo Martin siedział tam całe dwa miesiące wakacji i obsługiwał swoich turystów. Dzięki temu kraj ten, jego geografię i atrakcje turystyczne znał doskonale i całą drogę, a przewiózł nas już do samego Ploce, czyli jeszcze jakieś 250km na południe, opowiadał nam o Chorwacji, jej kulturze, tym gdzie co jest, skąd się bierze i co warte zobaczenia. Co więcej, gdy tylko chcieliśmy zrobić gdzieś zdjęcie, zatrzymywał się i czekał ile było trzeba, a jako że po drodze miał jeszcze kilka swoich spraw do załatwienia to i my zdążyliśmy zobaczyć jeszcze kilka ciekawych miejsc takich jak Trogir czy... najstarsze drzewo oliwne w Chorwacji liczące 1500 lat :) Pokazał nam nawet ich (jego i jego żony) dom na chorwackim wybrzeżu, oczywiście skromnie sugerując, że opłacałoby nam się wynająć go od niego na kilka nocy:) Po drodze jeszcze zorientował się, że może na nas jeszcze ubić mały interes więc proponował nam wspólne zwiedzanie Dubrovnika za... skromne 30 Euro ale szybko daliśmy Mu do zrozumienia, że dziękujemy ale nie. Zasadniczo Martin miał tylko jedną wadę. W naszej ocenie jeździł troszkę za szybko... Standardem było, że Magistralą gdzie są ograniczenia do 60-70 km/h my jechaliśmy 110-120 km/h ale przydarzył nam się też zakręt z ograniczeniem do 30 km/h pokonany... 4 razy szybciej, lub pisanie smsów podczas jazdy z taką prędkością. Jednak jak się później okazało zdarzali się jeszcze wybitniejsi kierowcy, np. miejscowy autokar wyprzedzający nas na Magistrali, w nocy, kiedy nasz prędkościomierz pokazywał 110 km/h...

Na szczęście w końcu udało się około godziny 23 dotrzeć do Ploce. Jest to miasto na samym południu Chorwacji, położone niedaleko Neum (terytorium bośniackiego, oddzielającego Chorwację od Dubrovnika). Jest to niezbyt ładne miasto przemysłowe, gdzie pierwsze miejsce zajmuje przemysł stoczniowy, stanowiące ważny port, jednak zupełnie nieprzygotowane turystycznie (mimo że nadal leżące nad Adriatykiem). Tam również szybko znaleźliśmy nocleg, a właściwie to on znalazł nas, ponieważ gdy jeszcze przy dworcu żegnaliśmy się z Martinem, podjechał samochód, z którego facet zapytał czy nie potrzebujemy noclegu. Jako ze Martin znał także Chorwacki dogadał się z facetem, załatwił nam jeszcze że ten odwiezie nas następnego dnia na dworzec na autobus. Tak więc pożegnaliśmy się z naszym przyjacielem Czechem, podziękowaliśmy mu i pojechaliśmy na miejsce naszego spoczynku. Właściciel okazał się jeszcze na tyle miły, że gdy zapytaliśmy go gdzie jest najbliższy sklep z czymś do jedzenia, ten znowu zapakował nas w samochód i zawiózł do pizzerii, później zasugerował, że do pizzy to pewnie chcemy piwo więc znowu zawiózł nas na stacje gdzie kupiliśmy piwo, po czym wreszcie mogliśmy udać się na zasłużoną strawę i sen. Tu ceny kształtowały się następująco:

nocleg - 10Euro (około 40zł)
duża pizza - 30kn (około 15zł)
piwo - 5,5kn (około 2,75zł)
chleb - 4-5kn (około 2zł)
woda 1,5l - 3-4kn (około 1,5-2zł)
.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11

Gdzie uprawiać:

  • ! Geronimo - wyprawy w nieznane - Organizujemy imprezy ekstremalne, wyjazdy firmowe, wyprawy w najdalsze zakątki świata i najbardziej zakręcone pomysły.
  • Adrenalina Park - Największy park rozrywki na Dolnym Śląsku.
  • Centrum Rekreacji Alfa - Centrum Rekreacji Alfa to przede wszystkim ludzie. Ludzie, których pasją jest turystyka w trochę innym sensie niż się utarło. Wszystkie siły oraz całą naszą kreatywność wkładamy w to, by nasze wycieczki kojarzyły się zawsze z najlepszą roz
  • Nadlesnictwo Radom Leśny Ośrodek Edukacyjny im. red. A.Zalewskiego - Istniejemy na rynku od 1978 roku.Od początku naszej działalności naszą misją jest oferowanie usług hotelowych, gastronomicznych oraz konferencyjnych na wysokim poziomie. Nasze trzydziestoletnie doświadczenie w kompleksowej obsłudze firm, obs
  • Centrum Wspinaczkowe FORTECA - FORTECA to wyjątkowo energetyczne i gwarantujące niezapomniane wrażenia miejsce dla KAŻDEGO! CWF to około 2000 m2 powierzchni wspinaczkowej, 2 boulderownie i 17 m wieża z kutymi rysami.


Copyright © 2000-2016 Kazimierz Pawłowski | kontakt | współpraca | partnerzy | reklama
design ivento - dedykowane systemy cms identyfikacja wizualna