Notice: Undefined index: b_id in /home/users/rafting/public_html/4risk/strona.php5 on line 807
Balkan Express - wyprawa na Bałkany
4Risk

Odwiedzona przez Ciebie strona internetowa korzysta z tzw. cookie. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zamknij komunikat.

Strona główna » Wyprawy » Balkan Express » Balkan Express /9

Balkan Express /9

Po zażyciu kąpieli przyszedł czas na mury. Celowo zaplanowaliśmy to na popołudnie, ponieważ liczyliśmy na to, że będzie chociaż trochę chłodniej i że będą mniejsze tłumy. Z tym pierwszym trafiliśmy z drugim wprost przeciwnie, tłumy około godziny 18 - 19 są dużo większe niż w ciągu dnia. No ale co zrobić...

Bilet wstępu, normalny, kosztuje 30kn (około 15zł), a ulgowy chyba około 15kn ale nas ulga oczywiście nie objęła. Można także wypożyczyć autoguide czyli mówiącą do nas słuchawkę, w której miły głos (jest wersja polska) opowiada nam o Dubrovniku i tym co widzimy w danych miejscach, natomiast już nie pamiętam ile to kosztuje. Na murach czeka nas do przejścia dystans około 2km i zajmuje to około godzinę. Dla niektórych osób taki spacer może być męczący, zwłaszcza w 40 stopniowym upale ale co pewien czas są miejsca gdzie można odpocząć i kupić coś do picia. A naprawdę w Dubrovniku można zrezygnować ze wszystkiego ale mury po prostu trzeba zobaczyć. Przede wszystkim jest to pierwsze miejsce w Chorwacji gdzie widzimy otwarte morze (wcześniej wszędzie wyspy przysłaniały ten widok). Poza tym widok z góry na miasto jest naprawdę niezapomniany, jego wąskie uliczki i czerwone dachy, wystające ponad nie wieże i najróżniejsze inne elementy powodują, że z powodzeniem można by zamienić popularne hasło na "zobaczyć Dubrovnik z murów i umrzeć"J Zarówno krajobraz jak i widoki na miasto są niepowtarzalne...

Z murów powoli kierujemy się już w stronę dworca autobusowego, skąd o godzinie 20 mamy autobus do Kotoru w Czarnogórze. Z Dubrovnika do Czarnogóry jeżdżą dwa autobusy w ciągu dnia: pierwszy jedzie o 17, drugi o 20. Autobus przejeżdża przez wszystkie większe miasta na wybrzeżu, począwszy od Igalo i HerzegNovi, przez Kotor, Bar, aż do Ulcinj na samym południu. Jednak bilety, zwłaszcza te międzynarodowe, na przejazdy autobusowe są po prostu koszmarnie drogie; my za bilet z Dubrovnika do Kotoru, czyli odcinek długości około 80 - 100km, zapłaciliśmy po 100kn na osobę, czyli około 50zł za 80 - kilometrowy odcinek. Do HerzegNovi, położonego może 10km od dubrovnickiej granicy, bilet kosztuje 80kn/osoba. Natomiast krajobrazowo trasy te są tak piękne, że zapierają dech. Zatoka kotorska, zwana jest również fiordem na Adriatyku i wystarczy praktycznie przekroczyć granicę czarnogórską żeby zrozumieć dlaczego. Naprawdę rzadko widuje się 2000 metrów wchodzące bezpośrednio do morza.

Do Kotoru nasz autobus dojeżdża około godziny 1 w nocy, a że dodatkowo trafiamy na "boca night" czyli noc boki (zatoki) kotorskiej, to nie bardzo wiadomo co zrobić, bo na szukanie kwatery trochę za późno, spać na dziko nie ma jak bo wszędzie tłum ludzi, co więcej jest z nami czwórka Australijczyków, którym staramy się pomóc, bo oni ze swoim angielskim mają tu poważny problem, jako że tam naprawdę ze świecą szukać anglojęzycznych... Ostatecznie uznajemy, że trzeba znaleźć kwaterę, tak więc do około 3 nad ranem szukamy. Po drodze odłączają się od nas przyjaciele z dalekiej Australii, stwierdzając że sami sobie lepiej poradzą. Nam w końcu udaje się znaleźć spanie za 10Euro, co może nie jest szczególnie atrakcyjną ceną ale przecież jest 3 w nocy, a pokoik bardzo ładny, więc właściwie nie można narzekać.

21.08.2005 (VII dzień)
Wstajemy rano wyspani i gotowi na kolejny dzień zmagań. W planach na dziś mamy: zaliczenie średniowiecznej kotorskiej starówki, objechanie zatoki kotorskiej, kąpiel w Adriatyku oraz Kotor by night. Na śniadanko wybieramy się na plaże, gdzie zjemy po raz pierwszy rogaliki z czekoladą, które będą stanowiły nasz podstawowy posiłek już do końca wyjazdu, ponieważ są tanie i kaloryczne, a przy naszych mocno już uszczuplonych zasobach to najważniejsze elementyJ Po drodze na plaże widzimy, że dobrze zrobiliśmy, że po dojechaniu do Kotoru nie próbowaliśmy spać na dziko. Wszędzie leżą sterty śmieci, plaże przypominają raczej wysypiska, co więcej w bezpośrednim sąsiedztwie stoją jakieś parterowe budynki, z potłuczonymi szybami, nadające się tylko i wyłącznie do zburzenia. Także otoczenie średnio przyjemne do jedzenia śniadania. Ale pocieszamy się tym, że jednak spożywamy posiłek 3 metry od morzaJ Z plaży udajemy się w kierunku kotorskiego starego gradu. Kotorska starówka, otoczona jest również murami i prowadzą do niej chyba 3 wejścia. Główne wejście znajduje się od strony chyba głównego rynku. Chwilę później spotykamy naszych przyjaciół z Australii, no i okazuje się, że mieliśmy rację sugerując im żeby jednak zostali z nami. Na nasze pytanie "a gdzie Wy spaliście?" widzimy zmieszanie na ich twarzach i zawstydzonym głosem odpowiadają "na dworcu". Jak się okazuje Polak potrafi a Australijczyk nieJ przynajmniej Australijczyk w Czarnogórze. Tu warto dodać, że szukając noclegu w Kotorze nie należy sugerowac się tym, że na danym domu nie ma tabliczki informującej o wolnych pokojach; po prostu trzeba pukać do każdego kolejnego domu i pytać o możliwość przenocowania. Często są pokoje do wynajęcia tylko nie ma żadnej informacji na ten temat lub właściciel danego domostwa zna kogoś kto wynajmuje i sam do niego zadzwoni i zapyta - tak też my znaleźliśmy nasz nocleg. Wolne pokoje to po serbsku "sobe".

Jednak i tym razem długo nie pozostajemy razem. Po wspólnym spacerze po starówce dowiadujemy się, że oni zamierzają dostać się do twierdzy św. Jana, położonej na jednym ze wzgórz otaczających miasto, my natomiast zamierzamy trzymać się swojego planu. Tak więc żegnamy się, życząc sobie nawzajem powodzenia w dalszej podróży i udajemy się w przeciwnych kierunkach.

Tym razem zabytkowe miasto zwiedzamy bardzo rano, kiedy to śpiący po wczorajsze imprezie turyści i miejscowi jeszcze nie wylegli na ulice. Jak się okazuje w danych okolicznościach ma to swoje wady i zalety. Niewątpliwą zaletą jest to, że jest zupełnie pusto, co zdecydowanie uatrakcyjnia spacerowanie. Jednak, jak już wspominałem dzień wcześniej było tu wielki święto, po którym nie zdążono jeszcze posprzątać. No i to jest właśnie ten minus; idziemy potykając się o sterty śmieci oraz brodząc w wodzie, którą polewany jest starówkowy bruk. Powoduje to, że cały ten syf, zamiast zostać zmyty po prostu spływa na bok, gdzie dodatkowo gnije i zaczyna strasznie... wydawać nieprzyjemny zapach. Okoliczności te sprawiają, że po bardzo krótkim i pobieżnym zwiedzeniu miasta, decydujemy teraz je opuścić i jeszcze raz spróbować popołudniu, kiedy wrócimy z wycieczki dookoła Boki Kotorskiej.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11

Gdzie uprawiać:

  • ! Geronimo - wyprawy w nieznane - Organizujemy imprezy ekstremalne, wyjazdy firmowe, wyprawy w najdalsze zakątki świata i najbardziej zakręcone pomysły.
  • Adrenalina Park - Największy park rozrywki na Dolnym Śląsku.
  • U-DIVE - Nurkowanie
  • Centrum Rekreacji Alfa - Centrum Rekreacji Alfa to przede wszystkim ludzie. Ludzie, których pasją jest turystyka w trochę innym sensie niż się utarło. Wszystkie siły oraz całą naszą kreatywność wkładamy w to, by nasze wycieczki kojarzyły się zawsze z najlepszą roz
  • Nadlesnictwo Radom Leśny Ośrodek Edukacyjny im. red. A.Zalewskiego - Istniejemy na rynku od 1978 roku.Od początku naszej działalności naszą misją jest oferowanie usług hotelowych, gastronomicznych oraz konferencyjnych na wysokim poziomie. Nasze trzydziestoletnie doświadczenie w kompleksowej obsłudze firm, obs


Copyright © 2000-2016 Kazimierz Pawłowski | kontakt | współpraca | partnerzy | reklama
design ivento - dedykowane systemy cms identyfikacja wizualna